Właśnie wróciłam z można by rzec podróży mojego życia:). Jak można się domyślić po tytule byłam w kraju kwitnącej wiśni. Wydaje mi się, że jest to kraj największych kontrastów. W jednej chwili można się przenieść z hałaśliwej ulicy pełnej sprzedawców krzycących ,,irrashai'' (coś w rodzaju 'zapraszamy') i pełnej krzykliwych kolorów, do świątyni shintoizmu - ,,jinja''. Więcej zdjęć już wkrótce.
photo:hbub29
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz