Podczas występów supportów wszyscy się przepychali, aby znaleźć się jak najbliżej sceny, a metale (swoją drogą nie wiedziałam, że słuchają oni zespołów takich jak Paramore) tańczyli to swoje Pogo. Imarabel nawet została przewrócona (na szczęście zaraz ktoś przyszedł jej z pomocą), a ja prawie zgubiłam swojego buta. Na szczęście, kiedy na scenie pojawił się Paramore wszyscy byli już zmęczeni i dalszy ciąg koncertu przebiegł bez zakłóceń. Cała widownia śpiewała razem z Hayley Williams, która wciąż powtarzała ,,You're amazing''.
A pod koniec z dwóch armat znajdujących się na scenie lunął deszcz różnokolorowego konfetti...
T-shirt wich I have made for a concert
photos:me
O! Wstawiłaś nowego posta! Musiałaś zrobić to dość niedawno, skoro dopiero teraz zauważyłam, co? :) (Albo wyjdzie na to, że ja jestem za mało spostrzegawcza...)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że obie, ty i imarebel, przeżyłyście ten koncert ^__^, nie zostałyście zadeptane przez oszalałą publiczność, nie zgubiły butów (to musiało być hardcorowe przeżycie ;P). Słowem: żaden z czarnych scenariuszów się nie spełnił :)
Skoro o nowym kawałku Drzewa już wspominałam, to nie będę się powtarzać :)
Chciałabym zobaczyć deszcze konfetti ^^
Karola
More, more PARAMORE!!!
OdpowiedzUsuńIt was totally awesome!
Btw, chyba wracam do pisania bloga, spodziewaj się posta w najbliższym czasie :D
Karola: przed chwilą skończyłam czytać wasze opowiadanie, już komentuję:)
OdpowiedzUsuńImarabel: O, awesome! Wygląda na to, że wszystkie wracamy z powrotem do prowadzenia blogów, jeszcze trzeba przekonać Olę i Kropkę, nie wiem co z Weroniką Kowalską.